Niedawno powstałe wydawnictwo
Wielka Litera zaczęło od mocnego i
celnego uderzenia. Nie, nie chodzi o książkę Janusza L. Wiśniewskiego,
ale o
"Dziennik"
Jerzego Pilcha. Chciałoby się powiedzieć, że to lektura dla wszystkich,
którzy w swym życiu kierują się zdrowym rozsądkiem. Ale ponieważ
„zdrowy rozsądek” jest pojęciem względnym, powiemy inaczej – to lektura
dla wszystkich, którzy nie wierzą w zamach smoleński. Czyli, mamy
nadzieję, jednak dla większości.
W „Dzienniku”, którego obszerne fragmenty drukowane były w
„Przekroju”, obcujemy z Pilchem felietonistą, gawędziarzem,
pamiętnikarzem, komentatorem. Oczywiście, we wszystkich tych rolach
Pilch jest już doskonale znany, również ze swoich powieści, ale tutaj
nie musi konfabulować, tylko wprost i konkretnie odnosi się do
otaczającej (i czasami atakującej) go rzeczywistości, łącząc najlepsze
cechy swojego literackiego stylu.
Pisze więc Pilch o polityce i politykach, katastrofie smoleńskiej,
piłce nożnej, rodzinnej Wiśle i Warszawie, w której obecnie mieszka,
rodzinie i znajomych, książkach, które ostatnio przeczytał, prowadzi też
polemikę (z Januszem Rudnickim). Pisze dowcipnie, a raczej ironicznie,
mądrze, rozsądnie (i jest to rozsądek wzięty od ewangelików), również
intrygująco.
Autorytety w naszym narodzie zostały skutecznie zdewaluowane. Nie wiemy, czy
Jerzy Pilch
jest dla kogoś autorytetem , wiemy natomiast, że warto go słuchać, bo
jego zapiski w „Dzienniku” z lat 2010-2011 są dobrą odtrutką na brednie,
niekiedy monstrualne, które płyną z ust nie tylko z ust polityków. A
czytanie Pilcha… Cóż, przyjemność gwarantowana.
Grzegorz Kozera (recenzja pochodzi z serwisu: http://salonkulturalny.pl)
Autor -
Jerzy Pilch
Wydawca -
Wielka Litera